Gdy kiełbaski się piekły, dzieci bawiły się w najlepsze. W ruch poszły wszelkie dostępne zabawki. Nie można było nie skorzystać z dobrodziejstwa piaskownicy, zjeżdżali, lokomotywy, sprężynowców czy wspaniałego hummera:-)
Damiś przez prawie 4 godziny nie rozstał się nawet na moment z zielonym kręglem. Kręgiel bowiem to doskonałe narzędzie służące do zaczepiania innych, aby mieć potem powód do uciekania z okrzykiem radości.
Tak rozrabiający i dokazujący Damiś bardzo mnie jednak zaskoczył:
Zabawa zabawą, ale ileż można czekać na pyszne kiełbaski??? Wypada przecież coś przekąsić! Tym bardziej, że jedzonko wygląda i pachnie znakomicie.

Smakowite zapachy zwabiły nawet czworonoga z sąsiedztwa przedszkola.
Głodny nie był jedynie Kamiś, bo na moją propozycję, aby coś zjadł, odpowiedział:
- Ależ Mamo, my z G. już się objedliśmy ciastkami, zanim przyszłaś.
W godzinach późno popołudniowych piknikowanie przekształciło się w "trawnikowanie":-), rozpoczęła się świetna zabawa na tzw. "niskim poziomie":-)
ależ wspaniały dzień mięliście!
OdpowiedzUsuń:)
A tak, wspaniały! A tak strasznie mi się nie chciało zostawać na piknik... Dobrze, że się przemogłam, bo wiele bym straciła.
OdpowiedzUsuńsuper fotorelacja i wspanialy dzien! :) Dzieciaki musialy miec mase radosci :) I te kielbaski....mniaaaam... ;)
OdpowiedzUsuńOj, miały wiele radości. A jakie zmęczone wróciły:-) Tzn. Damiś zasnął w drodze powrotnej i spał już do rana, Kamiś jęknął "że on chce spać". Jedynie Marcelinek tak się rozkręcił, że usypianie było mu bardzo nie w smak.
OdpowiedzUsuńByły nie tylko pyszne kiełbaski. Foto brak, bo zbyt absorbujące jest bieganie za dwójką dzieci. Za Najstarszym już nie dałam rady:-)