Ostatnie tygodnie były bardzo pracowite. Szczególnie ciężki był ostatni tydzień. Trochę tak jak czwartkowa pogoda: ciężkie chmury, porywisty wiatr i przenikliwe zimno. Sen liczony bardziej w minutach niż godzinach, setki myśli i napięcie, co jeszcze mam zrobić, żeby wszystko dopiąć, żeby zdążyć... A czas nie chciał się zatrzymać. Terminy zbliżały się nieubłagalnie...
Udało się.
Zdjęcia czwartkowe, w drodze do domu.
Fajnie ze wreszcie jestes :)
OdpowiedzUsuńA ten czwartek wygląda dramatycznie na zdjęciach...mam nadzieję że jak już wszystko dopiełaś, to wreszcie będzie słonecznie i będzie cię tutaj więcej :) Pozdrowienia!
Anik, słonecznie jest bardzo, choć w czwartek o mało co zima całusa nam na powitanie nie dała...
OdpowiedzUsuńI też mam nadzieję, że będę już tu częściej.
Pozdrowionka!
Dlugo Cie nie bylo... mam nadzieje, ze jak wiekszosc spraw zalatwilas to bedziesz teraz tutaj troche czesciej... :-) zdjecia super...!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. M
Tutaj długo, ale na Wasze blogi i tak zerkałam na bieżąco - to dla mnie większa przyjemność, niż pisanie swojego.
OdpowiedzUsuńMiłego dnia!
piękne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńPaula, witaj, dziękuję:-)
OdpowiedzUsuń