piątek, 17 września 2010

Dwa lata temu

...usłyszałam pierwszy okrzyk życia Marcelinka. Mój mały chuścioszek długo wtulał się w moje ciało. Najmilsze wspomnienia z tamtego okresu to właśnie chwile, gdy ten mały człowieczek nieporadnie wiercił się i przeciągał w chuście, a jego ostre paznokietki drapały mnie po skórze.




A dziś skończył dwa latka. W chuście wędruje już tylko czasami.
Dorasta z dnia na dzień do coraz większej samodzielności. Wspaniale naśladuje swych starszych braci, chcąc im dorównać kroku. Najchętniej robiły to co oni, w tym samym momencie tymi samymi rzeczami.







Beztroskiego, pełnego radości i miłości dzieciństwa, Marcysiu!

wtorek, 14 września 2010

Lubię...

Mamsan, ogromnie mi miło, że zaprosiłaś mnie do blogowej zabawy.
Lubię wiele rzeczy, więc wymienię te, o których najczęściej myślę i które są po prostu częścią mnie i mojej codzienności.

Lubię
... pomysłowość moich dzieci.




... patrzeć na ich wzajemne czułości. I uśmiechy na ich twarzy.






...zachwycać się pięknem okolicy, w której mieszkamy od 15 miesięcy.






...kolor zielony i wszystko, co jest w tym kolorze.




...zapach trawy skoszonej, ale szczególnie tej pierwszej, wiosennej.




...kwiaty, kwiaty, wszelakie.








...marzyć o moim ogrodzie, o tym, jak będzie wyglądał, gdzie i co w nim zaplanuję, jakie kwiaty i krzewy w nim posadzę. Koniecznie z dużym oczkiem wodnym.







...zachody i wschody słońca.






...chmury, grę światła, kolorów. Na chmury mogłabym patrzeć godzinami.








...i zawód, który wykonuję.



I oczywiście lubię to wszystko, i jeszcze więcej, utrwalać na zdjęciach, tak jak umiem, choć może bardziej nie umiem. Ale to lubię.
I mogłabym jeszcze długo wymieniać, ale wypada już skończyć:-)

Dopisuję!
Zapomniałam przekazać pałeczkę z "Lubię" dalej. Ale już zapraszam:
Małgorzatę
Dag
Hanti.

piątek, 10 września 2010

Ból ręki

Właśnie usiadłam przy laptopie, żeby zaglądnąć na ulubione blogi, a tu Damiś z płaczem do mnie biegnie...

- Mamo, mamo, ale ta ręka mnie boli!
- Oj, a coś Ci się stało? Dlaczego Cię boli?
- Bo ta ręka mnie tak boli... od gadania!:-)



I tym na szczęście optymistycznym akcentem zaczynamy weekend:-)!

piątek, 3 września 2010

Pierwszy szkolny dzwonek...

W życiu sześcioletniego Kamisia. Rok wcześniej. Przyjęty z radością i entuzjazmem. Większym niż się spodziewałam, o wiele większym. Zaprowadzam i odbieram dziecko wręcz przeszczęśliwe z tego faktu, że chodzi do szkoły. I bardzo dumne, że ono już takie duże. Choć duże nie jest.
110 centymetrów wzrostu niesie plecak 40-centymetrowy. Plecak wymarzony, dokładnie taki jaki chciał - z ZygZakiem McQueenem. Plecak kilkadziesiąt razy na godzinę odsuwany i zasuwany, piórnik - także. W nocy obowiązkowo pełnią wartę przy łóżku właściciela. A dzisiaj ogromny wyrzut usłyszałam, gdy odruchowo zabrałam plecak z samochodu:
- Ale Mamo, Ty bierzesz parasolkę. Ja plecak! To przecież jest mój plecak!

Jestem z niego dumna. Ogromnie, ogromnie. Tym bardziej że poszedł do klasy siedmiolatków i jest jednym z dwójki sześciolatków. Gdy wczoraj weszłam na świetlicę, zobaczyłam go rozmawiającego z dużo starszym chłopcem. Wspólnie coś rysowali, jakby się znali od miesięcy.

I oby tak pozytywnie już zostało...
Żegnajcie zatem, półroczne moje wątpliwości i wyrzuty sumienia, że Synka się do szkoły rok wcześniej posłało, że dzieciństwo skróciło!
Pozostaje mi jeszcze zaakceptować fakt, że sobie jeden rok życia dodałam, i dojrzeć do bycia Mamą pierwszoklasisty.  No, ale mogę się od Synka uczyć...

czwartek, 26 sierpnia 2010

Wygłupki braci

Moim aparatem. Te cztery zdjęcia znalazłam po zgraniu na dysk. Ubawiłam się, zaskoczona, że moi dwaj najstarsi Synkowie tak świetnie się bawili w fotografa i modela.
Model był bezbłędny. Fotograf też się spisał na medal.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Urlopowo: odpoczynek

I wtedy w domu zagościła wieczorna, błoga cisza...



Ale ten widok i tak był słodszy:-)

Urlopowo: w lesie

Mieliśmy wiele czasu na bycie ze sobą i z przyrodą.
Był i spacer do lasu.




I szukanie patyków służących do obrony przed wilkami.
Bo patyki - jak bowiem powszechnie wiadomo - to najdoskonalsza chłopięca broń na wilki. Taka na miarę XXI wieku... Tacy duzi Chłopcy na takich rzeczach znają się przecież najlepiej...





poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Urlopowo: kamyki

W pierwszych dniach mojego urlopu gościliśmy u siebie dwóch Chłopców i ich Mamę (właścicieli wspomnianej post wcześniej drabinki).
To nic, że było baaardzo gwarnie, ruchliwie, wesoło. To nic, że Mama Chłopców, przedszkolanka, doszła do wniosku (wiele się nie namyślając, zresztą), że w przedszkolu jest znacznie ciszej niż przy naszej piątce (chwilami i siódemce dzieci, gdy jeszcze kolejne dwoje przyszło w odwiedziny)...
Najważniejsze, że wszyscy dobrze się bawiliśmy, że już czekamy na kolejne takie spotkanie i że zostały nam miłe wspomnienia, kolejne wspólne wspomnienia...
A czasami dzieciom do szczęścia potrzeba bardzo niewiele.
Wystarczą jedynie kamyki.
Wyborna zabawa. Wciągająca. Wbrew pozorom kreatywna. A przede wszystkim pobudzająca fantazję.




Czy widzicie tutaj - tak jak Chłopcy - tamę na rzece?
Cierpliwie budowana przez prawie dwie godziny, przez trójkę Chłopców.







A mały kotek z sąsiedztwa cierpliwie obserwował ich poczynania.

sobota, 7 sierpnia 2010

Urlopowo: spotkanie chłopców nie tylko na drabince

Nie pisałam, bo nie nadążam. Za dużo się działo. W tym tygodniu szczególnie.
Chłopcy mają nareszcie Mamę w domu. Kamiś z wyrzutem mi już powiedział: "Co to za wakacje, jak Ty ciągle pracujesz?!".
No więc mamy wakacje:-)
Poniedziałek spędziliśmy u naszych przyjaciół. Taki dzień, wiadomo, mija szybko.
Piątka Chłopców, czyli DOBRE TOWARZYSTWO= wspaniała zabawa.
Piątka Chłopców + DRABINKA do wspinania w pokoju Chłopców, u których byliśmy = pełnia szczęścia i skoki z wysokości :-)
Prawie tak jak ptaki. To nic, że jak te nielotne:-) Ale z uśmiechem:-)





Marcelino też śmiało się wspinał, odważniej niż 4 i 3,5 latek. Raz rozpędził się tak, że głową w sufit uderzył:-) I oczywiście próbował przejść na drugą stronę drabinki, tak jak to robił Kamiś. Na szczęście się rozmyślił. I skoki z drabinki też jeszcze przed nim. Ale podczas następnej wizyty u Chłopców - tak myślę - już ich posmakuje.



PS. A przed pierwszą urlopową nocą Marcyś zrobił mi niespodziankę. Nie pozwolił sobie założyć pieluszki na noc.
Moje pełne zaskoczenie.
Od tygodnia śpi zatem bez pieluchy. Dużo spokojniej. Nie przebudza się nawet, gdy go zanoszę w nocy do łazienki.
Super ZUCH z niego.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Powrót

Wrócił Kamiś. I wrócił Damiś. Nie po dwóch, a po trzech tygodniach pobytu u Dziadków.
Już stęsknieni, oj stęsknieni.
Wraz z nimi powrócił do domu gwar, odgłosy ich wspólnych zabaw, szczegółowy przegląd zabawek (a czasami także walka o nie, to także, a jakże).
Znowu wsłuchuję się w ich dziecięcy świat, wyrażany w jedyny i niepowtarzalny - jak dla mnie - sposób.
Znowu się delektuję, zapisuję w pamięci, odtwarzam na okrągło - słowa, zdania, dialogi wraz z całym ich kontekstem.

Wieczorem pierwszego dnia po powrocie.
Damiś:
- Mamo, masz coś dobrego dla mnie?
- Tak, mnóstwo całusków. Jeden całusek (cmok w policzek), drugi całusek (cmok), trzeci całusek (cmok)... dziesiąty całusek (cmok)...
- Mamo, ale tak nie można! 
- Jak nie można?
- Przecież Polacy tak nie całują!

Kamiś:
- Mamo, pod tą kołderką jest mi za gorąco. Moje nogi się duszą!

Pierwszego poranka po powrocie.
Drzemiąc rano i będąc zgoła w innym jeszcze świecie, nie reagowałam na popłakiwanie Marcysia, który koniecznie chciał się dostać jak najbliżej mnie i oczekiwał, że Mama zwróci na niego uwagę. W końcu Kamiś, wrażliwe dziecko, powiedział:
- Damiś, teraz nie mogę się z Tobą bawić, muszę się zająć malutkim Marcysiem.
I zaczął go przytulać.

Na co Damiś:
- To ja się zajmę moją Mamusią.
I wturlał się do mnie na łóżko, i zaczął mnie przytulać.
I jak tu się gniewać na łobuzka, że tylko do niego musiałam wstawać w nocy pięć razy?
A wszelkie zmęczenie i niedospanie po ciągłych pobudkach i wędrówkach mających miejsce tej nocy jakoś od razu straciło swoją siłę i przewagę nad moim rozleniwionym ciałem.